Ostatni dzień przede mną. Dlaczego nie można wkraść się tam gdzie powstają myśli, i wyrzucić, co niepotrzebne, a zostawić tyko te właściwe, optymistyczne, poukładać je na półeczkach, i brać, kiedy będzie chciał przyjść ten gorszy moment? Dlaczego za każdym razem przyjdzie coś, co skrupulatnie będzie chciało mi rozwalić nastrój, i będzie się tym napawać bezgranicznie, będzie czekać zaszyte gdzieś w pokoju, aby uderzyć, a potem się ze mnie śmiać, że słaba jestem, bo znowu nie podołałam? Dlaczego to przyjdzie, co to jest, i dlaczego przychodzi do mnie? Dlaczego nie zapisał mi się wcześniejszy wpis, i muszę pisać na nowo? Dlaczego tak strasznie się boję jutra? Strach jest chyba normalnym odczuciem każdego z nas, posiadamy emocje, a co za tym idzie, posiadamy też strach. On czasami jest silniejszy od nas samych, i pozytywne myśli, które staramy się z siebie wykrzesać czasami nie mogą z nim zwyciężyć, pokazać mu, że nie ma prawa zajmować niektórych głów, mojej głowy - ona nie potrzebuje dodatkowych myśli, ona i tak za dużo musi się w tym życiu napracować. Więc straszku, uciekaj ode mnie, pójdź sobie do kogoś innego... Nie uciekł, skubany, się mnie za mocno trzyma...
Jestem wdzięczna, za to, że ktoś potrafi przy mnie trwać, kiedy innych już nie ma, kiedy inni tak naprawdę wpadają tylko na chwilę, aby zamienić parę słów, wypytać o to, i o owo, zaspokoić swoją ciekawość, a potem sobie pójść, tak najzwyczajniej w świecie odejść do swoich obowiązków. Nie, nie mam nic przeciwko temu, wszak na tym polega życie... chyba. Niemniej jednak, nie każdy taki jest, i dlatego zastanawiam się, jak mam spłacić ten dług wdzięczności, którego nijak nie mogę przeliczyć na żadne dobro? Dlaczego w człowieku istnieje coś takiego, takie przeświadczenie, że zawsze musi być "coś za coś", dlaczego nie może zrozumieć, że czasami ludzie nie oczekują nic w zamian, że to co robią, nie jest sztucznym zachowaniem, tylko wynika z tego, jakimi są ludźmi, jak bardzo utożsamiają się z daną osobą, jak bardzo chcą jej pomóc? Przecież człowiek sam nie oczekuje nic w zamian, jest mu miło, że może sprawić komuś radość, i robi to zupełnie bezinteresownie, dlaczego nie ma to działać w obie strony ? Kto w człowieku wypracował takie przeświadczenie o ludziach? Co wypracowało...? Życie..., i teraz człowiek na nowo musi uczyć się, że nie każdy taki jest.
Jestem wdzięczna, za to, że ktoś potrafi przy mnie trwać, kiedy innych już nie ma, kiedy inni tak naprawdę wpadają tylko na chwilę, aby zamienić parę słów, wypytać o to, i o owo, zaspokoić swoją ciekawość, a potem sobie pójść, tak najzwyczajniej w świecie odejść do swoich obowiązków. Nie, nie mam nic przeciwko temu, wszak na tym polega życie... chyba. Niemniej jednak, nie każdy taki jest, i dlatego zastanawiam się, jak mam spłacić ten dług wdzięczności, którego nijak nie mogę przeliczyć na żadne dobro? Dlaczego w człowieku istnieje coś takiego, takie przeświadczenie, że zawsze musi być "coś za coś", dlaczego nie może zrozumieć, że czasami ludzie nie oczekują nic w zamian, że to co robią, nie jest sztucznym zachowaniem, tylko wynika z tego, jakimi są ludźmi, jak bardzo utożsamiają się z daną osobą, jak bardzo chcą jej pomóc? Przecież człowiek sam nie oczekuje nic w zamian, jest mu miło, że może sprawić komuś radość, i robi to zupełnie bezinteresownie, dlaczego nie ma to działać w obie strony ? Kto w człowieku wypracował takie przeświadczenie o ludziach? Co wypracowało...? Życie..., i teraz człowiek na nowo musi uczyć się, że nie każdy taki jest.
Zacznę powoli się żegnać...Nie wiem, jak długo mnie nie będzie... chlip..., ale na pewno tutaj wrócę. Bywajcie...
Update:
Wiem, że nie odświeża mi się lista blogów ( znaczy, działa tylko dla niektórych), ale teraz jest to i tak nieistotne, bo mnie nie będzie. Zajmę się tym po powrocie, teraz nie mam głowy.

